FOTOKSIĄŻKA Ostatnio natknąłem się w internecie na coś takiego jak fotoksiążka.Muszę powiedzieć, że całkiem ciekawie to wygląda.Każdy z nas dzięki czemuś takiemu może swoje fotki wydać w dość profesjonalnie.Przygotowanych jest wiele różnych wzorów w zależność kto do czego potrzebuje takiej fotoksiążki.Ceny też nie są odstraszające ponieważ taką fotoksiążkę można już wydać od około 20 zł za sztukę.Bardzo ciekawie wygląda oferta firmy fotojoker  .    Według mnie właśnie na tej stronie jest największy wybór formatów i materiału wykonania.Dlatego właśnie po przeglądnięciu tego co oferuje fotojoker stwierdziłem, że muszę namówić mojego naczelnego aby pomyślał nad wydaniem czegoś takiego gdyż w galerii fotosportonline jest naprawdę wiele świetnych fotek. I was ludzie i ludziska też namawiam do czegoś takiego, wiem że wielu z nas robi zdjęcia ale nie wszyscy je wywołują, zwłaszcza dziś w dobie fotografii cyfrowej.Fotoksiążka daj możliwość wydrukowanie dowolnie wybranych zdjęć, i ułożenia ich w bardzo ciekawy dla oka sposób.Taka książka może być świetną pamiątką z wakacji lub jakichś imprez.Jest to też bardzo dobry pomysł na prezent dla kogoś kto interesuje się lub jest związany z fotografią.Może też posłużyć za, że tak to nazwę "przywolywacz wspomnień"-mam nadzieję, że wszyscy zrozumieli o co mi chodzi.Każdy może zaprojektować ją we własnym guście i dla własnej potrzeby.Podsumowując, jeśli macie jakieś zdjęcia na których naprawdę wam zależy a nie chcecie ich wywoływać żeby szlajały się po szufladach to jest dla was rozwiązanie.Rozwiązanie to nic innego jak właśnie forma fotoksiążki, którą będziecie mogli postawić w domowej biblioteczce i już więcej nie będziecie się musieli zastanawiać gdzie podziały się wasze zdjęcia z wakacji.     Kamil Krukiewicz Pobudka po zimowym śnie Po bardzo długiej przerwie do gry wracają piłkarze T-Mobile Ekstraklasy. W dniach od 17.02 do 19.02 rozegrano pierwszą w tym roku kolejkę spotkań. W kolejnych spotkaniach okaże się czołowe zespoły naszej ligi przepracowały okres przygotowawczy. ŁKS ŁÓDŹ 0:2 POLONIA WARSZAWA                                  (15 min.Robert Jeż)                                  ( 69 min.Edgar Cani) Na inaugurację tegorocznej wiosny w T-Mobile Ekstraklasie, Łódzki KS podejmował u siebie drużynę Polonii Warszawa. W drużynie z Łodzi zima byłą bardzo nerwowa, do samego końca nie było wiadomo czy  zespół ten przystąpi do rozgrywek w najwyższej klasie. Ostatecznie do najgorszego jednak nie doszło i łodzianie mogą przystąpić do kontynuacji sezonu. Polonia przez całe spotkanie kontrolowała przebieg meczu. Przed meczem można było przewidzieć, że stołeczni nie będą mieli problemów z kompletowaną na szybkiego drużyną ŁKS. Już w 15 min. podanie Edgara Caniego wykorzystał Robert Jeż. Druga połowa to również dominacja "Czarnych koszul" przypieczętowana w 69 min. golem Edgara Caniego. ŁKS Łódź: Bogusław Wyparło - Artur Gieraga, Michał Łabędzki, Marcin Adamski, Ronald Gercaliu - Grzegorz Bonin (84. Seweryn Gancarczyk), Olegs Laizans, Maciej Iwański (76. Mateusz Stąporski), Robert Szczot (73. Paweł Sasin) - Marek Saganowski, Marcin Mięciel. Polonia Warszawa: Michał Gliwa - Aleksandar Todorovski, Marcin Baszczyński, Adam Kokoszka, Tomasz Brzyski - Pavel Sultes (89. Jakub Tosik), Robert Jeż, Łukasz Trałka, Bruno Coutinho (71. Aviram Baruchyan), Władimir Dwaliszwili (79. Paweł Wszołek) - Edgar Cani LECH POZNAŃ 0:1 PGE GKS BEŁCHATÓW                                             (88 min. Dawid Nowak) W meczu 18 kolejki spotkań, poznańska lokomotywa zaliczyła falstart. Niespodziewanie drużyna Jose Marii Bakero przegrała z GKS'em Bełchatów. Drużyna  J.M. Bakero przystąpiła do rozgrywek pod dobrze przepracowanym okresie przygotowawczym. W Poznaniu wszyscy mają nadzieję, że nie będą musieli jeszcze rok czekać na europejskie puchary. Mecz z drużyną z Bełchatowa nie daje na to większych szans. Lech osłabiony jedynie absencją Rafała Murawskiego( kontuzja w meczu z Rubinem- przyp. red.)podejmowała na własnym boisku drużynę z Bełchatowa, której pierwszoplanowym zadaniem jest zapewnienie sobie ekstraklasowego bytu w sezonie 2012/2013. Od samego początku było widać, że Bełchatowianie nie przyjechali tu się bronić. Dobrze radzili sobie z ciężką murawą. Lech również starał się odpowiadać groźnymi atakami. Do końca pierwszej połowy nie mieliśmy akcji, które mogły zwiastować zmianę wyniku. W drugiej połowie oblicze ani jednej ani drugiej drużyny nie uległo zmianie. Jednak można było zauważyć jakby przyjezdnym chciało się trochę bardziej. Te ich chęci do wywiezienia z Poznania korzystnego wyniku zostały przypieczętowane w 88 min. Dobre podanie w pole karne wykorzystał Dawid Nowak, który miną Kamińskiego i skierował piłkę do bramki obok Krzysztofa Kotorowskiego. Lech Poznań: Krzysztof Kotorowski - Grzegorz Wojtkowiak, Hubert Wołąkiewicz (46. Semir Stilic), Manuel Arboleda, Luis Henriquez - Mateusz Możdżeń (70. Vojo Ubiparip), Marcin Kamiński, Siergiej Kriwiec, Dimitrije Injac, Aleksander Tonew (80. Bartosz Ślusarski) - Artjom Rudniew. PGE GKS Bełchatów: Łukasz Sapela - Filip Modelski, Mate Lacic, Maciej Wilusz, Jacek Popek - Grzegorz Baran, Grzegorz Fonfara, Tomasz Wróbel (90. Mateusz Mak), Miroslav Bozok (90+3. Damian Zbozień), Kamil Kosowski - Marcin Żewłakow (75. Dawid Nowak). WIDZEW ŁÓDŹ 0: 1 PODBESKIDZIE B-B                                         (67 min.Sylwester Patejuk) Do dość dużej niespodzianki doszło w rozgrywanym na Łodzi meczu, pomiędzy miejscowym Widzewem a drużyną Podbeskidzia. Spotkanie pomiędzy Widzewem a Podbeskidziem nie zapowiadało się ciekawie. Jednak jak wszystkim wiadomo pozory mogą mylić, i tak było w tym przypadku. Już w 4 min. mieliśmy rzut karny dla drużyny z Bielska po zagraniu ręką przez Hachema Abbasa. Do piłki podszedł Patejuk i…. niestety nie trafił w bramkę. Mimo nie wykorzystanej wspaniałej okazji zawodnicy  beniaminka ekstraklasy nie zwalniali tempa i groźnie atakowali. Ich wysiłki zostały nagrodzone w 67 minucie kiedy to Sylwester Patejuk zamienił rzut wolny na bramkę i wyprowadził Podbeskidzie na prowadzenie. Łodzianie obudzili się dopiero po stracie bramki, jednak zabrakło im już chęci a może też i sił na wyrównanie wyniku. Widzew Łódź: Maciej Mielcarz - Łukasz Broź, Bruno Pinheiro, Hachem Abbes, Dudu - Krzysztof Ostrowski (63. Jakub Bartkowski), Piotr Mroziński (68. Mariusz Rybicki), Mindaugas Panka, Princewill Okachi, Marcin Kaczmarek - Przemysław Oziębała (63. Mariusz Stępiński). Podbeskidzie Bielsko-Biała: Richard Zajac - Marek Sokołowski, Juraj Dancik, Bartłomiej Konieczny, Krzysztof Król - Sylwester Patejuk (67. Piotr Malinowski), Dariusz Łatka, Matej Nather, Maciej Rogalski (82. Liad Elmalich), Sebastian Ziajka - Robert Demjan (88. Ivan Curić). CRACOVIA KRAKÓW 1:1  LECHIA GDAŃSK (88 min.Koen van der Biezen )       ( 48 min. Piotr Wiśniewski) Walczące o utrzymanie  "pasy" w 18 kolejce T-Mobile Ekstraklasy podejmowały u siebie Lechię Gdańsk. Mecz pomiędzy tymi drużynami był spotkaniem o przysłowiowe "sześć punktów" ponieważ Lechia wyprzedzała gospodarzy o dwie lokaty ale różnica punktowa wynosiła zaledwie 3 oczka. Pierwsza połowa spotkania była bardzo monotonna, wręcz bezbarwna. Po przerwie podopieczni Pawła Janasa wyszli  bardziej zmotywowani i już w 48 minucie objęli prowadzenie po strzale Piotra Wiśniewskiego. Od tego momentu goście zaczęli dominować a Cracovia tylko broniła się przed natarciami. Jednak w 88 min. w polu karnym zamieszanie wykorzystał Koen an der Biezen , który wpakował piłkę  do bramki z najbliższej odległości ratując tym samym remis dla Cracovi. Cracovia Kraków: Wojciech Kaczmarek - Mateusz Żytko, Łukasz Nawotczyński, Jan Hosek, Hesdey Suart - Aleksejs Visnakovs (67. Deivydas Matulevicius), Marcin Budziński (59. Mateusz Bartczak), Arkadiusz Radomski, Sławomir Szeliga (80. Rok Straus), Saidi Ntibazonkiza - Koen van der Biezen. Lechia Gdańsk: Wojciech Pawłowski - Deleu, Luka Vucko, Rafał Janicki, Jakub Wilk - Ivans Lukjanovs, Abdou Traore, Łukasz Surma, Marko Bajic (81. Marcin Pietrowski), Piotr Wiśniewski (74. Paweł Nowak) - Piotr Grzelczak (89. Sergejs Kożans).  Śląsk Wrocław 1:1 Ruch Chorzów (30 min Mateusz Cetnarski)    (78 min Arkadiusz Piech) Po zwycięstwie Polonii Warszawa, drużyna Śląska Wrocław byłą podwójnie zmotywowana aby w meczu z Ruchem uzyskać korzystny rezultat. Lider po 17-stu kolejkach podejmował na własnym stadionie drużynę z Chorzowa. Ruch do łatwych rywali nie należ, a biorąc pod uwag, że było to spotkanie na szczycie( 1-wsza  z 4-tą drużyną w tabeli) wiadomo było, że się nie poddadzą. Mecz zaczął się jednak lepiej dla gospodarzy, to piłkarze Śląska częściej byli przy piłce i groźniej atakowali. Po kilku nieskutecznych próbach wreszcie się udało, wynik spotkania otworzył Mateusz Cetnarski. W 30 min. wykorzystał on dośrodkowanie Przemysława Kazimierczaka i wpakował piłkę do bramki. W drugiej połowie drużyna Oresta Lenczyka grała z zupełnie innym nastawieniem. Sprawiali wrażeni jakby meczy był dla nich już rozstrzygnięty. Oddali inicjatywę gościom, i to okazało się bardzo złym rozwiązaniem. W 78 min dośrodkowanie Gabora Straki przejął w polu karnym Arkadiusz Piech i pokonał Mariana Kelemena nie dając mu  żadnych szans na interwencję. Do końca spotkania Niebiescy mieli lekką przewagę lecz nie udało im się uzyskać zwycięstwa. Śląsk Wrocław: Marian Kelemen - Piotr Celeban, Jarosław Fojut, Dariusz Pietrasiak, Patrik Mraz - Rok Elsner (69. Dariusz Sztylka), Przemysław Kaźmierczak, Mateusz Cetnarski (84. Łukasz Madej), Dalibor Stevanovic (84. Piotr Ćwielong), Sebastian Mila - Cristian Omar Diaz. Ruch Chorzów: Michal Peskovic - Żeljko Djokic, Rafał Grodzicki, Piotr Stawarczyk, Łukasz Burliga - Wojciech Grzyb (75. Jakub Smektała), Marcin Malinowski (35. Paweł Lisowski), Gabor Straka, Łukasz Janoszka - Maciej Jankowski, Arkadiusz Piech (84. Paweł Abbott). ZAGŁĘBIE LUBIN 2 :2 WISŁA KRAKÓW (18min Adam Banaś)           (30 min Ivica Iliev) (80min Dawid Abwo)           ( 55 min Andraż Kirm) Walcząca o utrzymanie drużyna Miedziowych sprawiła mistrzom Polski na prawdę sporo kłopotów. W Lubinie, Zagłębie wzmocnione w przerwie zimowej chciało pokonać drużynę mistrzów Polski i uciec z ostatniego miejsca w tabeli. Już od samego początku gospodarze postanowili atakować. Pierwsza bramka spotkania padła już w 4 min lecz sędzia dopatrzył się zagrania ręką u  Darvydasa Svernasa. To co nie udało się Miedziowym na samym początku spotkania, udało się w 18 min. Po rzucie rożnym, w bramce mistrzów Polski fatalnie zachował się Pareiko, który trącił piłkę wprost pod nogi Adama Banasia, a ten wpakował piłkę do bramki. Wiśle udało się wyrównać jeszcze w pierwszej części spotkania.  Znakomitym strzałem zza pola karnego popisał się Ivica Iliev i w 30 minucie mieliśmy remis. Wynik nie zmienił się do końca pierwszej połowy. Na początku drugiej części spotkania do głosu doszła drużyna z Krakowa, która objęła prowadzenie po świetnej akcji Meliksona. Izraelczyk wbiegł w pole karne na pełnej szybkości  i wycofał piłkę do Andraża Kirma, a temu nie pozostało już nic  oprócz skierowania jej do siatki. Lubinianie atakowali, mieli świetne okazje, ale tym razem nie zawodził w bramce Wisły Pareiko. Fatalny błąd w defensywie popełnił jednak Dragan Paljić, który swoją interwencją praktycznie podał piłkę Sernasowi. Ten popędził w kierunku bramki, po chwili odegrał na prawą stronę do Davida Abwo, który znalazł się praktycznie sam na sam z Pareiką i przerzucając nad nim piłkę doprowadził do remisu. KGHM Zagłębie Lubin: Aleksander Ptak - Bartosz Rymaniak, Adam Banaś, Paweł Widanow, Costa Nhamoinesu - Jiri Bilek, Ivan Hodur (77. Mouhamadou Traore), Szymon Pawłowski, Adrian Rakowski (83. Patryk Rachwał), Maciej Małkowski (62. Dawid Abwo) - Darvydas Sernas Wisła Kraków: Sergei Pareiko - Dragan Paljić, Osman Chavez, Michał Czekaj, Michael Lamey - Cezary Wilk, Maor Melikson, Łukasz Garguła (68. Gervasio Nunez), Andraz Kirm, Ivica Iliev (82. Marko Jovanović) - Cwetan Genkow (72. David Biton). GÓRNIK ZABRZE 2:0 LEGIA WARSZAWA ( 24 min Perjuce Nakoulma) ( 77 min Mariusz Magiera) W przedostatnim spotkaniu 18 kolejki T-Mobile Ekstraklasy , Górnik Zabrze zatrzymał na własnym boisku  Legię Warszawa. Piękną bramką w tym spotkaniu zaznaczył się popularny " Prezes" Perjuce Nakoulma który zdobył gola z kategorii stadiony świata. Górnik przed meczem nie był faworytem, zwłaszcza po dobrym spotkaniu Legii w rozgrywkach LE. Jednak realia ligowe i stan murawy w Zabrzu zweryfikowały formę stołecznych. Spotkanie już od samego początku układało się dobrze dla gospodarzy. W 24 min fantastycznym strzałem w okienko bramki Kuciaka popisał się Nakoulma, wyprowadzając tym samym Górnik na prowadzenie. Jeszcze przed przerwą powinien być remis, lecz świetnie na przed polu interweniował Rafał Skorupski. Po przerwie, tempo spotkania dość znacząco siadło. Duża część gry odbywała się w środku boiska, z czasem jednak więcej korzyści z gry było widać po stronie Górnika. Zabrzanie przypieczętowali to bramką w 77 min., kiedy fantastycznym strzałem z rzutu wolnego popisał się Mariusz Magiera. Legioniści nie dali rady odpowiedzieć rywalom, i musieli pogodzić się z porażką. Górnik Zabrze: Łukasz Skorupski - Michael Bemben, Michał Pazdan, Ołeksandr Szeweluchin, Adam Marciniak - Paweł Olkowski, Mariusz Przybylski (19. Mariusz Magiera), Aleksander Kwiek, Krzysztof Mączyński, Prejuce Nakoulma (90+2. Marcin Wodecki) - Arkadiusz Milik (63. Michał Jonczyk) Legia Warszawa: Dusan Kuciak - Artur Jędrzejczyk, Michał Żewłakow, Marcin Komorowski, Jakub Wawrzyniak - Rafał Wolski (79. Michal Hubnik), Jakub Rzeźniczak (46. Michał Kucharczyk), Ivica Vrdoljak, Janusz Gol, Michał Żyro - Danijel Ljuboja.